Bohater Drugiego Planu


     Nigdy nie był gwiazdą czerwonego dywanu, nie grał też roli pierwszoplanowej. Commodore 64 przewijał się zazwyczaj w tle, lecz do dziś z uśmiechem rozpoznajemy go w filmach i serialach. Pieszczotliwie określany czasem "komodą", w zeszłym roku obchodzi swoje trzydzieste urodziny.

      W sierpniu 1982 roku, firma Commodore Business Machines (CMB) wypuściła na rynek nowy model komputera osobistego. Świat oszalał, poprzez konkurencyjną cenę (zaledwie 595 dolarów) Commodore 64 zaczął bić rekordy sprzedaży. Do dziś jest najlepiej sprzedającym się komputerem, ciągle też powstają na niego nowe gry i programy. Swoją nazwę wziął od pojemności pamięci, która wynosiła 64 KB - co choć wydaje się dziś to śmiesznie mała pojemność - pozwalało na tworzenie licznych programów.

      Od swojej premiery Commodore 64 zaczął pojawiać się w filmach i serialach, głównie jako komputer osobisty. Trafiały się mu też role bardziej ambitne i zaawansowane. Już w 1983 roku "komoda" pojawiła się w serialu Whiz Kids, choć zaledwie na chwilę. Jeden z bohaterów odwiedza w odcinku "Airwave Anarchy" sklep z elektroniką, w którym na składzie jest też C64. W tym samym roku, w 21 odcinku serialu Detektyw Remington Steel, Commodore gra rolę komputera sterującego satelitą, dzięki której właściciel kasyna mógł oszukiwać na zakładach sportowych poprzez wczesne przeglądanie wyników.

      W kanadyjskim dramacie "Hide and Seek" z 1984 roku "komoda" pojawiła się jako szkolny komputer. Kilka komputerów tego typu kontrolowało też elektrownie atomową, do której przypadkowo podłącza się szkolny C64 doprowadzając prawie do wybuchu. Rok po tym Commodore pojawił się w lepiej nam znanym filmie, mianowicie w Akademii Policyjnej 3, w której służył do kontroli ruchu drogowego. W filmie Chiller - Morderczy Chłód z 1985 roku, C64 pojawia się jako komputer kontrolujący system kriogeniczny. Pojawił się też w popularnym serialu - MacGyver. W jednym z odcinków głównych bohater używa do przeanalizowania zebranych próbek własnego komputer Commodore 64.

      Klątwa doliny węży z 1987 roku to kiepski horror, w którym główny bohater po zestrzeleniu na pograniczu Wietnamu znajduje tajski manuskrypt. Po jego rozszyfrowaniu wyrusza w poszukiwaniu środka który miałby dawać władzę nad światem i znajduje - amforę z dziwną substancją, która analizuje... w C64. W tym samym roku, w całkiem niezłym filmie. Raport główny bohater grywał w szachy na "komodzie". A to nie koniec, bo w 1992 roku na ekrany kin wszedł kolejny, mocny film - Forteca. Wykorzystano w nim klawisze z klawiatury C64, które tworzyły konsole komputera kontrolującego więzienie - Zed-10.

      Nowe produkcje też nie pomijają "komody", choćby mający premierę w 2008 roku film miłosny Control, Alt, Delete. Główny bohater z sentymentem trzyma na biurku swój egzemplarz Commodore 64, pierwszego komputera który zaprogramował. W 2009 roku z kolei, w filmie Micro Men C64 pojawia się w reklamie, oraz nowoczesnym programie informacyjnym. Komoda miała też swoje dobre chwile w polskiej filmografii i to nawet am bitnej. Pojawiła się w trylogii Krzysztofa Kieślowskiego, dokładniej w Trzy Kolory - Czerwony (choć kręcony we Francji i po francusku). W nim to Auguste, szpiegując swoją dziewczynę Karin odkrywa C64, który kobieta wykorzystuje do prognozowania pogody. Oprócz tego "komoda" pojawiła się też w kilku filmie Podróże Pana Kleksa (1985), komputer był tam elementem wyposażenia statku kosmicznego w kształcie żelazka, który strzelał makaronem. Prawdopodobnie pojawił się też w kultowej Seksmisji (1983), w centrum kontroli samców.

      Dziś, po ponad 30 latach od wypuszczenia na rynek, C64 nadal święci swój sukces. Prawdopodobnie jeszcze długo będzie wykorzystywany w filmach, bo stał się niejako symbolem swojej epoki. Nie zniknie też łatwo z naszej pamięci, z pamięci entuzjastów, którzy do dziś posiadają "komodę" w swoim domu i chętniej z niej korzystają, tworząc nowe programy, gry i osprzęt. I dobrze, bo przy dzisiejszym rynku technologicznym, który prześciga się w nowinkarstwie i liczbach, sukces naszego C64 pokazuje, że jakoś to nie coraz większa liczba rdzeni, czy wielkości ramu decyduje o długotrwałym sukcesie. Ponieważ sukces to bycie jakością samą w sobie.


Kamil Gabinecki